ePortfel.com
Bardzo wygodnie i łatwo jest uwierzyć że inwestując - nawet agresywnie - można w bardzo prosty sposób uniknąć dużej straty, poprzez zastosowanie tzw. "ochrony zysków". Spadło więcej niż 10%, sprzedajemy wszystko. Z tego wniosek taki że nie stracimy więcej niż 10%, prawda? Niestety, nieprawda.
W cyklu artykułów o ochronie zysków pokazałem w praktyce dlaczego "aktywne inwestowanie", tak popularne po każdej bessie, nie działa. Wracam dzisiaj do tego tematu bo za mało powiedziałem o tradycyjnym podejściu "kup i trzymaj", które jest dużo zdrowsze od "aktywnego zarządzania", a ponadto opierałem się wyłącznie na konkretnych wyliczeniach z przeszłości nie mówiąc o teorii. Jedną z podstawowych zasad jest inwestowanie rozumne - czyli w to co się rozumie i sposobem którego działanie też się rozumie. Dlatego dzisiaj będzie głównie dyskusja teoretyczna - wiemy już że aktywne inwestowanie nie działa, dzisiaj chcemy dociec dlaczego nie działa, aby inwestować w pełni świadomie.
Inwestowanie aktywne jako zasada uniwersalna nie ma szans działać zgodnie z założeniami, można to udowodnić po prostu matematycznie. Ja ogólnie nakreślę dowód - jest on prosty:
Zastanówmy się co by było gdyby wszyscy na rynku zastosowali się do zasad aktywnego inwestowania. Każdy kupuje tylko wtedy jak rynek zaczął rosnąć a sprzedaje jak rynek zaczął spadać. Załóżmy też że w chwili gdy zaczęto metodę stosować powszechnie, rynek spada.
Wg teorii aktywnego inwestowania nie powinniśmy kupować czegoś co spada. Mamy więc na rynku zero inwestorów chcących kupić i jakąś liczbę inwestorów chcących sprzedać (to są Ci dla których rynek właśnie osiągnął próg straty). Przy zerowym popycie nie ma szans na transakcję po żadnej cenie, nawet jak wszystkie akcje giełdowe będą wystawione po 1 grosz. W takiej sytuacji fundusze nie mogą sprzedać akcji, zatem nie da się umorzyć ich jednostek - chwilowo "nie mają one żadnej wartości". To kończy dowód.
Z w/w wnioskowania wiemy zatem że "aktywne inwestowanie" może działać wyłącznie wtedy gdy większość kapitału go nie stosuje. Przy spełnieniu częściowych warunków powyższy dowód zadziała częściowo. To jest jeśli aktywne inwestowanie stosuje połowa inwestorów, akcje gwałtownie spadną o kilkadziesiąt procent bo będzie bardzo mało kupujących. Ogólnie, czym bardziej popularna jest ta metoda tym powoduje głupsze ruchy i większe straty dla stosujących ją.
Co sprawia że inwestujący aktywnie są gotowi oddawać swoje inwestycje za bezcen? Powodem jest coś co leży u podstaw tego spojrzenia na rynek, a mianowicie bezrefleksyjna wiara że inni mają rację. Jeśli rynek spada, to czy oznacza to że spada wartość firm? Nie, oznacza to tylko i wyłącznie to, że opinia handlujących o wartości firm się zmieniła na gorsze. Gdyby wszyscy inwestowali aktywnie, chcieliby sprzedać każdą akcję za 1 grosz, sądząc że skoro inni też chcą sprzedać, to najwyraźniej wiedzą co robią. Tyle że Ci inni myśleliby to samo. Koło się zamyka.
Podejście to przypomina szkolną klasę która zamiast przygotować się do sprawdzianu polega na ściąganiu od innych. Jeśli każdy będzie ściągał to wszystkie sprawdziany będą wypełnione tak samo. Aktywne inwestowanie nakazuje robić to samo co inni, jednocześnie obiecując zyski wyższe niż mają inni. Nie wygląda to na nieścisłość?
"Kup i trzymaj" jest alternatywą dla aktywnego śledzenia trendu, bo jest metodą skierowaną do podobnego inwestora - nie wiedzącego za dużo o rynkach, inwestującego niekoniecznie w akcje ale i w fundusze/indeksy. Główna różnica jest w tym że inwestowanie aktywne zakłada że inni zawsze mają rację, a kup i trzymaj zakłada że inni często się mylą. Inwestor kup i trzymaj będzie kupował po dużych spadkach bo nie straszne mu decyzje innych. Będzie też trzymał niezależnie od spadków bo wie że handlujący mogą popełniać błąd. I najczęściej ma rację.
W tym miejscu muszę przywołać dyskusję w jakiej brałem udział na forum mBank w lipcu 2007 roku - czyli prawie na szczycie ostatniej hossy. Na pytanie forumowicza w co inwestować dla dziecka posypały się odpowiedzi od doradców że "w akcje i trzymać 10 lat - w takim okresie zysk jest pewny". Pokazałem na przykładach z historii (1929,1966,1973) że wcale pewny nie jest. Odradzałem przez to silne wejście w akcje na 10 lat. Z tego postu ktoś mógłby wnioskować że w 2007 roku byłem przeciwnikiem "kup i trzymaj"? Nic bardziej błędnego. Byłem przeciwnikiem owczego pędu za tłumem. Ani kup i trzymaj, ani żadna inna metoda nie zapewnia wysokich zysków zawsze. Jeśli ktoś naprawdę nic nie wie o inwestowaniu, niech stosuje kup i trzymaj połączone z dywersyfikacją, również z dywersyfikacją w czasie. Nie wiesz czy nie mamy powtórki lipca roku 2007? To odłóż środki na lokatę lub obligacje i porcjami kupuj co miesiąc czy kwartał niezależnie od cen akcji na rynku. To jest dywersyfikacja w czasie. Wyjdziesz lepiej niż na "aktywnym inwestowaniu".
Na koniec krótka reflekcja na temat sytuacji obecnej. Aktywne inwestowanie / śledzenie trendów / stosowanie stop lossów / market timing i inne tego typu metody biją rekordy popularności. W te - ogólnie błędne - podejścia zaczynają wierzyć już zarządzający w funduszach i znani eksperci. Jakiś czas temu słuchałem Piotra Kuczyńskiego który próbował uzasadniać dlaczego pasywne kup i trzymaj nie działa w długim terminie. Opowiadał o rozczarowanych amerykańskich emerytach którzy na emeryturę kupili akcje General Motors sądząc że w długim terminie nie mogą stracić, a tu okazuje się że po 80 latach General Motors pada i znika emerytura.
Przyjrzyjmy się bliżej temu przykładowi. Najstarsze dane o GM do jakich dotarłem dotyczą końca lat 60-tych więc weźmiemy dla przykładu emeryta który zainwestował w te akcje na 40 lat (akurat czas aktywności zawodowej). W styczniu 1970 zapłacił 40$ za jedną akcję. Dzisiaj akcje upadłego GM są nadal notowane i jedna kosztuje 0,63$. Strata 99%? Bynajmniej. General Motors w każdym kwartale płacił dywidendę, aż do roku 2008. Emeryt otrzymał przez 28 lat około 150 dywidend, średnio dostawał 2,40$ rocznie. Łącznie zebrało się 91$, czyli nominalnie z dywidendy ponad 2 razy więcej niż zapłacił za akcję.
Nie oznacza to że ma zysk 100% bo wartości akcji i dywidend należy zdyskontować w czasie. W sposób uproszczony możemy przyjąć że inwestycja w GM w 1970 roku zwróciła się z dywidend po ok. 23 latach. Czyli to co emeryt otrzymywał od 1993 roku w postaci dywidend oraz aktualna cena akcji to czysty zysk.
Jak widać kup i trzymaj potrafi działać nawet na przykładach dobranych wybiórczo przez jej przeciwnika, to może świadczyć o sile tego podejścia. A co dopiero na spółce dobranej losowo, np. General Electric?
Mamy czas w którym osoby nie obeznane z rynkiem, początkujące, są zasypywane rewelacjami o aktywnym zarządzaniu czy aktywnym chronieniu zysków, przez co mają osiągać wyniki dużo wyższe od średnich wyników funduszy. Tymczasem metody te są stare jak świat i "ograne" wielokrotnie. Istnieją fundusze które spokojnie mogą stosować stop lossy i ochronę zysków, są to fundusze "aktywnej alokacji" oraz fundusze hedge które mogą spekulować dowolnie. W Polsce najstarszymi tego typu są BPH Aktywnego Zarządzania oraz Allianz Aktywnej Alokacji. Radzę obejrzeć ich wyniki, a dowiemy się jak aktywność działa w długim terminie. Na świecie funduszy aktywnych jest masa i wg statystyk zarządzają ponad 2 bilionami dolarów. Dziwnym trafem jednak ani polskie ani zagraniczne nie dają zazwyczaj ponadprzeciętnych zysków. Zatem prawdziwe musi być jedno ze stwierdzeń:
1. Setki zarządzających w funduszach aktywnych nie potrafią zastosować prostej metody ochrony zysków którą każdy może poznać na krótkim szkoleniu lub sami jej nie znają.
2. Prosta metoda aktywnej ochrony zysków nie działa.
Sami, Drodzy Czytelnicy, odpowiedzcie sobie na pytanie który z tych punktów jest bardziej prawdopodobny.
Odpowiedzi
Dziękuję za kolejny bardzo sensowny artykuł!
ndz., 31/01/2010 - 22:38 — tofPanie Macieju, dziękuję za kolejny bardzo sensowny artykuł! Mam podobne odczucia, dlatego nie zdecydowałem się nigdy na większą długoterminową inwestycję w fundusze aktywnej alokacji.
Czytuję Pana przemyślenia od jakiegoś czasu, ale dzisiaj postanowiłem się specjalnie zarejestrować, bo mam wrażenie, że zbyt rzadko pojawiają się tu komentarze od osób doceniających to, co Pan robi. A Pana teksty są BARDZO ważne, bo pozwalają wielu osobom - w tym mnie - bardziej świadomie patrzeć na to, co dzieje się na rynku.
Jednym z minusów ery Web 2.0 jest zalew nijakości. Ponad połowę treści zawartej w "internetowej chmurze" można by usunąć bez jakiejkolwiek szkody dla świata. Niestety pierwsze efekty stawiania znaku równości między informacjami z Pudelka i encyklopedii Britanniki już zaczynają być widoczne - ludzie tracą zdolność do określania wagi informacji. (Polecam artykuł profesor z Wielkiej Brytanii, która dzieli się swoimi wrażeniami z ostatnio ocenianych prac doktorskich, ciekawy zwłaszcza pkt 4, http://www.timeshighereducation.co.uk/story.asp?sectioncode=26&storycode...). Cieszę się, że są tacy ludzie, jak Pan, którzy nie pozwalają mi zejść na Pudelka ;-) Raz jeszcze dziękuję za ten blog i pozdrawiam serdecznie!
:-)
ndz., 31/01/2010 - 23:21 — Maciej WęgorkiewiczBardzo dziękuję za tę uwagę. Nie dlatego że jest ona pozytywna, choć to bardzo miłe, ale dlatego że czasem zastanawiam się czy ktoś mnie czyta, a jeśli nawet, to czy coś z tego uzyskuje. To właśnie brak dyskusji pod tekstami sprawia że pisuję rzadko. Mam też obawy czy moje teksty nie są zbyt trudne (dostawałem takie sygnały) ale pewnych rzeczy nie da się już bardziej uprościć.
Powódź informacyjna Web2.0 jest faktem. Wiele wpisów na blogach to wypełniacze miejsca, bardzo często autorzy nie chcą się podpisać swoim nazwiskiem. Próbując wejść w skórę laika szukającego informacji zadziwia mnie zawsze to że nikt nie dostrzega problemu wiarygodności.
Jeśli jestem laikiem i otwieram 10 blogów na których w mądrych słowach jedni piszą tak a inni inaczej to skąd mam wiedzieć co jest informacją wartościową a co nie?
Są sposoby aby to ustalić. Zaskakuje mnie że jest Pan pierwszą osobą która dostrzega w pełni tę kwestię.
Kontrarianizm
pon., 01/02/2010 - 10:10 — mario99Witam Macieju,
Zainteresowała mnie Twoja strona. Zajmuje się zawodowo inwestowaniem pieniędzy klientów i moim zdaniem zasada "buy and hold" w dobie maszyn i hedge funds przeminęła z wiatrem... Wyznaję zasadę, że dobra strategia w czasie oraz prawidłowe podejście do zakupów aktywów niedowartościowanych i sprzedaży przewartościowanych da znacznie lepsze wyniki w nadchodzących latach. Szczególnie ważne jest to dla inwestorów konserwatywnych, którzy nie mają czasu ani wiedzy do obserwowania rynków. Wyznaję też teorię, że jeśli ktoś zaczyna inwestowanie w fundusze to wbrew ogólnie kolportowanym prawidłom inwestowania nie powinien zaczynać od agresywnych funduszy. Czas na to przyjdzie kiedy zgromadzi wystarczający kapitał aby go pomnożyć i zakładam, że z czasem wzrośnie u niego margines ryzyka i wiedza inwestycyjna. Dlatego w obecnej chwili radziłbym skierować uwagę na zachowanie stanu posiadania a nie liczyć na pomnożenie kapitału w najbliższych dwóch latach. Akcje są przewartościowane do faktycznej ich wartości w obecnej chwili. Czyli co? Trudno coś doradzać na odległość ale fundusze obligacyjne czy to w złotych czy dolarach pewnie będą najlepszą i najbezpieczniejszą inwestycją w tym roku. Pozdrawiam,
Kontrarianizm - jestem za
pon., 01/02/2010 - 11:11 — Maciej WęgorkiewiczWitam!
Generalnie masz rację. Skupienie się na niedowartościowaniu / przewartościowaniu da najlepsze wyniki nie tylko w nadchodzących latach ale prawdopodobnie zawsze, do końca świata - tak jak dawało w przeszłości.
Problem polega jednak na tym że konfrontacja o jakiej piszę dotyczy świata inwestorów którzy nie potrafią i nie mają środków do rozpoznania wartościowania ani pojedynczych papierów ani rynku jako całości. Co więcej - mogą mieć też trudności nawet z rozpoznaniem jakości zarządzania jeśli oddadzą swoje środki w obce ręce. Przyznasz że same wyniki w terminie krótkim nie mówią za wiele, jeśli Twój klient nie jest w stanie określić skąd się biorą?
Choć nie wiemy na pewno czy rynek jest na dzień dzisiejszy przewartościowany, ja osobiście i subiektywnie zgadzam się z Twoją opinią - jest drogo. W tym sensie dość trudno mi mówić pozytywnie o buy&hold bo jak wiemy buy&hold nie zapewni sukcesu zawsze. Staram się jednak podkreślać że mówię o zasadzie generalnej a nie związanej z chwilowym stanem rynku.
Prawda jest taka że nie mając żadnej wiedzy ani chęci jej pogłębiania nie da się osiągnąć wyników nadzwyczajnych jeśli nie ma się nadzwyczajnego szczęścia. Proste spekulacyjne systemy które sprzedają mrzonki o takich wynikach, przynoszą najczęściej jeszcze gorszy rezultat niż buy&hold i dywersyfikacja, ale po fakcie już jest za późno na naprawę błędów. Inwestor, tak jak saper, myli się tylko raz. Stąd w pewnym sensie działam na rzecz mniejszego zła.
Kolejny cenny wpis.
wt., 02/02/2010 - 22:03 — czeskiJa dosc czesto zagladam tu, by poszerzyc swoje horyzonty. Moje dosc krotkie doswiadczenia z inwestowaniem potwierdzaja, ze trudno dobrze trafic zlecajac konwersje miedzy funduszami.Psychologiczne wytlumaczenie takiego podejscia do inwestowania jest pewnie takie, ze niezaleznie od zalozonego horyzontu inwestycyjnego,wiekszosc z nas probuje utrzymac biezaca wartosc portfela. Na stronie zainwestuj.pl mozna zobaczyc jak wyglada inwestowanie na przykladzie funduszy Arka akcje i BPH ADS widac wyraznie, ze niektore sygnaly wyjscia nastepuja za pozno, na szczycie korekty, niekiedy powrot do akcji odbywa sie po wyzszej cenie. Mysle jednak, ze niewiele osob ma tak solidne fundamenty do podejmowania decyzji inwestycyjnych jak Maciej, dlatego wybieraja chetniej strategie ktora wydaje sie im zrozumiala-chroni wartosc portfela w kazdym momencie (teoretycznie), wykonujac przy tym wiele, pewnie zbednych operacji. Nie ukrywam, ze ja takze mam ich wiele na swym koncie...:)
Głos w dyskusji,. Obrona aktywnego inwestowania.
śr., 03/02/2010 - 18:39 — opiekuninwestora.plMam tę samą przypadłość co Maciej. Im więcej komentarzy i konkretnej dyskusji - tym więcej pisuję na blogu :)
Tu chciałbym pokazać moje spojrzenie na inwestowania aktywne. Ale od razu zastrzegam - dotyczy ono wyłącznie rynku funduszy inwestycyjnych.
Gdyby wszyscy na rynku akcji zastosowali się do zasad aktywnego inwestowania....
------------------------
.. to rzeczywiście nie byłoby ciekawie. Na szczęście to nam nie grozi :)
Fundusze akcji inwestują w akcje przedsiębiorstw na giełdzie.
Na rynku giełdowym zasady wiary w wartość, kupowania gdy jest tanio (jeżeli wie się co się kupuje) stosuje wielu inwestorów. I często jest to skuteczne. Dokupywanie tanio spadających akcji spółek, w które wierzymy może dać bardzo dobre wyniki.
Ale zupełnie inaczej działa to na rynku funduszy.
To, że część inwestorów na rynku funduszy będzie postępować odwrotnie (inwesotwać aktywnie) nie zachwieje giełdą.
Tym bardziej, że wielu będzie stosować zasady Kup i Trzymaj wynikające z wyboru miejsca, gdzie zainwestowali (płacąc np. prowizję przy zakupie i chroniąc się przed decyzją o sprzedaży z powodu kolejnej opłaty manipulacyjnej) co skutecznie zniechęca do aktywnego inwestowania.
Ja uważam, że zasady, które działają na giełdzie nie działają w funduszach. I na odwrót.
Nie wiem np. w jaki sposób przełożyć na rynek funduszy wiarę w wartość firm. Nie mamy żadnego wpływu na to które spółki wybiorą zarządzający funduszem.
I moim zdaniem właśnie większość kapitału nie będzie stosować inwestowania aktywnego. A gdy już zacznie stosować zaczyna pogłębiać spadki. W strategiach, które promuję dla inwestowania w fundusze wycofujemy się bardzo wcześnie. Podczas gdy wielu cały czas zastanawia się czy to nie jest chwilowa korekta.
A to, że czasem chwilę potem jest wielkie odbicie nie jest istotne dla osoby, której nadrzędnym celem było zabezpieczanie kapitału a nie jak największy zysk. Szczególnie gdy iwnestuje na krótki okres czasu (np. rok, dwa) - gdzie nie ma już kiedy odrabiać strat.
Takie bardzo praktyczne podejście do sytuacji, gdy tuż po naszej "ucieczce" do funduszy bezpiecznych zaczęły się duże wzrosty opisałem pod koniec tego tekstu:
http://blog.opiekuninwestora.pl/index.php/kroczacy-stop-loss-jak-to-dziala/
Dlaczego funduszom aktywne zarządzanie nie zawsze wychodzi?
-----------------------
Fundusz to nie prywatny inwestor. Decyzje nie podejmuje się ot tak. Trudno też funduszowi spieniężyć jakąś wielką część kapitału na rynku.
A pryawtny inwestor? Przerzuci swoje kilka, kilkadziesiąt tysięcy miedzy funduszami bez problemu. I ma bardzo duże szanse być lepszy niż fundusze aktywnej alokacji. Nawet dużo lepsze.
I nie ma tu problemu z brakiem możliwości wykonania transakcji. W kilkunastoletniej historii polskich funduszy raz zdarzyło sie wstrzymanie transakcji (fundusze DWS w początku roku 2009).
Czy może być skuteczne
-----------------
Wspomniany przeze mnie link do zasady Kroczącego Stop Loss - szzcególnie gdy zastosować go dla inwestycji w fundusze w krótkim okresie raczej zapewni inwestorowi sukces.
Inwestowanie pasywne na rynku funduszy
--------------------
Spowodowało, że wiele osób poniosło duże straty w roku 2008. A fundusze to nie akcje. Nie da się zarobić na spektakularnym wzroście jakiejś pojedynczej spółki, gdyż fundusz musi ich mieć conajmniej 20. Odrabianie strat 50% może zając ponad 10 lat jeżeli akurat wybierzemy ten gorszy fundusz. W funduszach nie ma wielkich chwilowych wzrostów po kilkadziesiąt procent dziennie, czy nawet miesięcznie.
Komentarz
czw., 04/02/2010 - 14:14 — Maciej WęgorkiewiczTo prawda że większość na rynku nie stosuje tak prostej formy inwestowania jak np. Darwin Defender ale jej bardziej złożone formy owszem. Osobiście jestem zdania że rynek to mieszanka inwestorów (w wartość) i spekulantów (w trend i stop-lossy). I w tym kontekście okresy niedowartościowania rynku to okresy gdy inwestorzy odbierają tanie akcje od spekulantów a okresy przewartościowania to okresy gdy inwestorzy oddają drogie akcje spekulantom.
To spekulanci, trendy i stop-lossy są przyczyną że rynek potrafi spadać tak nisko w dołkach bessy. Wahania zysków spółek i koniunktury gospodarczej są dużo mniejsze niż wahania indeksów. Krach roku 1987, gdy rynek spadł o 20% w jeden dzień tłumaczy się m.in. przewagą spekulantów (w szczególności ogromem produktów strukturyzowanych) na rynku. Zdarza się zatem że nie ma kto odbierać akcji.
To prawda że przewagą inwestora indywidualnego który jest spekulantem jest możliwość bycia szybszym niż inni i wczesnego wycofania się. To faktycznie może działać (tu Remigiusz jest pewnie szczęśliwy że przyznaję częściowo rację). Gdy Titanic zmierza aby rozbić się o skały, mniejsze łódeczki bez sterników które go śledzą zamiast patrzeć na morze mogą szybko zawrócić zanim kolos wyhamuje. Nie jest jednak prawdą że fundusze aktywnej alokacji nie mogą stosować Darwin-Defender. Allianz Aktywnej Alokacji na koniec 2009 roku miał aktywa w wysokości 190mln zł. Dzienny obrót na GPW jest grubo ponad miliard złotych. Można policzyć że gdyby fundusz bardzo chciał, może wszystkie swoje akcje sprzedać w ciągu 2 godzin. Dlaczego więc nie stosuje D+D i nie zarabia 17% rocznie? To jest dobre pytanie i nadal proponuję nad nim się zastanowić.
Chcę się z Remigiuszem zgodzić w jeszcze jednej kwestii. Kup i trzymaj jest najlepszą strategią, ale ja zakładam zakup po sensownych cenach. Jeśli inwestor nie wie jak wyceniony jest rynek i kupi jednorazowo (bez uśredniania w czasie wpłatami) a potem będzie uparty przy kup i trzymaj, może go to dużo kosztować. Założenie stop-lossa jest wg mnie w takim przypadku uzasadnione. Zakładam konto w Opiekunie Inwestora i mogę sobie zautomatyzować nawet stop-loss kroczący - bardzo fajnie. Ale do czasu "odpalenia" zdobywam trochę doświadczenia którego użyję do zmiany strategii. Bo nie jest problemem uniknąć jednorazowej dużej straty dzięki stop-lossowi. Problemem jest co robić dalej. Wchodzić jak się odbije? Po to aby znów za chwilę stracić na stop-loss? Stop-loss ochroni od dużych strat jednorazowo, ale nie może być strategią. Przecież strata 40% to to samo co 5 strat na stop-lossach po 10%. Polecam to do przemyślenia.